czwartek, 17 września 2015

Shelley Percy Bysshe - O, ja nieszczęśliwy! Ból, cierpienie, cierpienie na zawsze

O, ja nieszczęśliwy! Ból, cierpienie, cierpienie na zawsze.
Nigdy zmiany, ulgi, żadnej nadziei!
A jednak przetrwam

Ach czuję zapach życia! Niechaj spojrzę w jego oczy.


Shelley Percy Bysshe

niedziela, 13 września 2015

Jan Kasprowicz - Swobodna jest moja dusza, nikt jej skrępować nie zdoła


                    "Swobodna jest moja dusza"
Swobodna jest moja dusza,
Nikt jej skrępować nie zdoła,
Miłujeć ona swe skrzydła,
Cześć żywi dla swego czoła.

Czy loty jej górne, czy niskie,
Czy nieba, czy ziemi jest bliżej,
Nigdy na żaden się ukaz
Nie ugnie i nie poniży.

Nie władnie tu żadna potęga
Nad jej wieczorem czy ranem,
Sama jest sobie monarchą,
Sama jest sobie kapłanem.

Swój własny ma ona kościół,
Królestwo swe osobiste,
Parafian ma i poddanych
Wielce dobraną listę.

Swych praw świadoma i dzierżaw,
Nieraz i w pychę porasta,
Myśli, że nie ma już nad nią
Swobodniejszego własta.

A przecież bywają chwile -
O sił tajemnych przymierze! -
Iż coś ją więzi i pęta,
Coś ją na arkan bierze.

Nasturcje, co w naszym ogródku
Puściły kiełki i rosną,
W raba zmieniają mą duszę
Potęgą swą bezlitosną.

Kwiat złotogłowia, co właśnie
Dziś zakwitł nam w całej ozdobie,
Każe mej duszy po cichu
Położyć skrzydła po sobie.
                    Ten kret tu, co pod korzeniem
                    Tych maków przyziemnych ryje
                    Przymusza ją jak poddankę
                    Bezwolną ugiąć szyję.
Ta wrona, co dla swych piskląt
Chleb nam ze stołu kradnie,
Potrzebę i rozkosz niewoli
Budzi w jej sercu na dnie.

I dusza ma, wielce posłuszna,
O prawa się swoje nie pyta,
Z podwiązanymi skrzydłami
Stoi w podziwie jak wryta...

Swobodna jest moja dusza,
Nikt jej uniżyć nie zdoła,
Ale są chwile, gdzie kornie
Musi pochylać czoła.
 Jan Kasprowicz (1860  Inowrocław- 1926  Poronin)


Roman Honet - Promień - Znowu cię ujrzę i przylgnę do ciebie...

PROMIEŃ

Pora śpiewu nad lasem orlej, nad zatopioną kopalnią
jak opadanie w powolny o stromy śnieg
tak śpiewaliśmy

czekaj na mnie , a przyjdę, powrócę po przytulenie, po świat,
znowu cię ujrzę i przylgnę do ciebie
jakby nie było między nami straty
jakby nie było, nie minęły lata

obok nas biegli czyściciele zwłok
jak hokeiści na stoku srebrnej góry

słońce skradzione z parku o zachodzie,
leżało w bruździe na śniegu, zepsute

wył w nim pies łańcuchowy, mój promień
moja kołyska w jego wrzącej sierści



MOJE POLUBIENIA

jeśli lubiłem dzieci to te najbiedniejsze,
przybliżone do kałuż, stojące w gliniankach, skąd oglądały przejeżdżające traktory
sierpówki na drucie telefonicznym.
Nie dbając o to czego życie im pożałowało:
dotyku starych atlasów
brzmienia słów w udziwnieniu
lekkiego wibrowania fletu
albo strun, malarstwa,
nie skąpiło brudu,
jeśli lubiłem brud, to nieplanowany, podobnie jak nagle pada plama na ubranie.
Kiedy się trumna nie mieści do grobu, trzeba pchać -
a wtedy zwykle żałobnicy płaczą przez wzgląd na sam dźwięk, a nie brak obszaru.
Inaczej: lubiłem najbiedniejsze dzieci,
bo nie przyniosły mi nic  oprócz smutku i ciszy,
dlatego również polubiłem brud:
teraz nim pluj, wulkanie, nadaj im imiona


Roman Honet ur 1974 - polski poeta, laureat (ex equo z Jackiem Podsiadło)  nagrody poetyckiej im W.Szymborskiej za 2015




sobota, 12 września 2015

Tomasz Jastrun - Gdyż nie ma większej rzeźni niż pamięć

Przebudzenie bez ciebie

Na porannej pościeli
Zapach perfum
Jakby przez noc wyrosło
Białe pole konwalii

Ciebie już nie ma
Całe są tylko oczy
Osobno fragment biodra
I stopa

Gdyż nie ma większej rzeźni
Niż pamięć

Niespotkanie

Nawet nasze niespotkanie
Ma już tylko ślady dawnej urody
Biegnie tym śladem mój pies
Kulejąc na obie nogi

Miejsce gdzie nadaremno czekam
Porosło szczeciną brody
Marszczy się skóra
Nie przytulonego policzka
Zapach twoich włosów
Osiada kurzem
Na nie narodzonych liściach

Stoję przy umówionej ulicy
Już tyle lat
I nadal czuję w ustach
Smak nie pocałunku

I widzę oczekiwanie które się dłuży
Jak czarna skórzana rękawiczka
Która wypada z okna domu
Gdzie od lat nikt już nie mieszka

Tomasz Jastrun


Tomasz Jastrun

środa, 9 września 2015

Krzysztof Kamil Baczyński - Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić

Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech, który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami, śpiewem jezior, zmierzchu graniem
aż ukarze jądro mleczne ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę z rzeczy cienie, które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko w barwy burz,
w serduszka listków, w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie, w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel żal - różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył.

Krzysztof Kamil Baczyński  15 VI 1943     

 (22.01.1921 -  04.08.1944)

Tadeusz Żeleński-Boy - Znowum wrócił z wyprawy po życie do mej cichej samotnej

Znowum wrócił z wyprawy po życie
Do mej cichej samotnej komórki;
Wytarzałem się w nim należycie,
Zachłysnąłem się po same dziurki.

Znowu ległem zwinięty w kłębuszek
Niby chore, dygocące zwierzę,
Twarz rozgniatam o stertę poduszek
I mamrocę me dziwne pacierze...

Ty znasz jeden, o rytmie, me wnętrze,
Ty kłaść umiesz ręce na klawisze,
Z których tony płyną najgorętsze
W smutku mego lodowatą ciszę...

Głupi jestem jak nogi stołowe,
Głupi jestem ohydnie i płaski,
Aż nie raczy spłynąć na mą głowę
Promień twojej, o poezjo łaski!

O szaleństwo przepal mnie swym żarem,
Niech zapory wszystkie we mnie pękną,
Aż straszliwym, niepojętym czarem
Nędza moja się przetworzy w piękno!

......

Tadeusz Żeleński-Boy - Znowum wrócił z wyprawy po życie



Iwan Bunin - I znów ten sen najsłodszy i uroczy przyśnił mi się i oszołomił miły

I znów ten sen najsłodszy i uroczy
Przyśnił mi się i oszołomił miły,
Niby ukradkiem patrzyły twe oczy,
Lecz uśmiechały się do mnie, wabiły.

Już dzisiaj wiem:  na pewno mnie okłamie
Najsłodszy sen, gdy brzask zapała wreszcie,
Lecz póki dzień przeklęty nie nastanie
Uśmiechnij się, oszukaj mnie raz jeszcze.

Iwan Bunin  (1870-1953) laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1933