wtorek, 27 października 2015

Petrarca Francesco - a myśl łamie palce w gniewie i w płaczu i człowiek się zżera żyjąc w cierpieniu


"Los, myśl, uczucia miłosne, najsłodsze"


Los, myśl, uczucia miłosne, najsłodsze,
Strwożone o mnie, w czas przeszły wpatrzone,
Tak mnie wciąż męczą, że czasem zazdroszczę
Tym, którzy przeszli już na drugą stronę.

Miłość mi serce topi, los odziera
Z wszelkiej pociechy, a myśl łamie palce
w gniewie i w płaczu i człowiek się zżera
Żyjąc w cierpieniu, w nieustannej walce.


Boję się, że już dni dobre nie wrócą,
Na miejscu złego gorszy wiatr zawieje;
Mam drogę życia o połowę krótszą.

Słowa pociechy są kruche i kłamią.
Widzę, że z rąk mi ulata nadzieja,
A wszystkie myśli moje wpół się łamią. 



Petrarca Francesco -  (1304 Arezzo -1374 Arqua) jeden z pierwszych renesansowych poetów pochodz z Italii

Jalu Kurek - mówią mi: oto zakręt, tam już ból ustaje, w ostrej walce nadciąga opóźnione szczęście

"Jasno wiedzieć"

Nie ma powrotu, ale jest nadzieja,
matka głupich, diament mądrości.

Stoję na brzegu zdziwienia, statek mój odpływa.

Doktorzy w piśmie! Nie wypełniło się jeszcze,
co ma się stać. Podnoszę pięść na wysokość marzeń,
podnoszę śpiew na wysokość cierpienia,
ja - niepokonany, ja - nieprzekonany,
mąż umęczonej wyobraźni zwolniony z milczenia.

Mówią mi: oto zakręt, tam już ból ustaje.
W ostrej walce nadciąga opóźnione szczęście.

Miłość to przypadkowe rozmieszczenie atomów.
Mówią mi: ani porządek matematyczny,
ani bicie serca nie byłyby możliwe,
gdyby Bóg nie istniał. Więc mogę spać jak dawniej.
Młynie niestrudzony, olśniewające drzewo wiadomości,
myślcie za mnie, jestem znów spokojny.

Niech tylko wiersze spalę, niech ukryję
wstydliwe piętno żądzy, chustę Weroniki.
Nie myślę, więc nie jestem. Zstąpmy na dno studni.
Co słychać w ciszy? Mordercy nas oskarżąją.
Co widać? Huśtawkę księżyca, zagubione klucze czasu.
Trudny jest świat, trudniejszy dla poety
niźli dla filozofa. Jakaż nam nagroda?
Cały dobytek z popiołów uniesiony w czaszce.

"Miłość"

Pionowy słup przestrzeni nade mną nieruchomo trwa.
Wykreślam zeń ciszę piękną jak zwycięstwo.
Widzę cię: łuk, który za chwilę wyskoczy
nad gmach.

Myślę o tobie za często.

Wbij swe zachwyty ubroczone w ranach
w najświeższą ranę serca: w oczy.

Tak oto w zarysie
budują się historie światów.

Ukochana, zbliż się.
Oczyma mnie otul.
Oczyma mnie uratuj.

Jalu Kurek (1904-1983) polski poeta i prozaik, silnie związany z rodzinnymi Beskidami, tłumacz Petrarki, 











poniedziałek, 26 października 2015

Antoni Słonimski - Tęsknota słowo zużyte otwarło mi swoją dal jak różne są rzeczy ukryte w króciutkim wyrazie żal

"Żal"

Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
Mokre pachniały kasztanyża

Zbyt długo mi w oczy patrzałaś-

Ogromnie byłem zmieszany.


Pod mokre płaty gałęzi
Szedłem za tobą w krok.

Serce me trzymał na uwięzi

Twój fiołkowy wzrok.


Dawno zużyte słowa
Wróciły do mnie znów

I zrozumiałem od nowa

Znaczenie prostych słów.


I tak się jakoś stało,
Że bez pachniał - jak bez,

I słowo ''pachnie" pachniało,

I łzy były pełne łez.


Tęsknota, słowo zużyte,
Otwarło mi swoją dal...

Jak różne są rzeczy ukryte

W króciutkim wyrazie ŻAL.

"Smutek i świat"

Pamiętam, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem,

Świat był  bardzo ogromny i bardzo był obcy.

Patrzyłem się na życie ciekawie, z radością

I rosłem upojony tej ziemi wielkością.

Gdy wróciłem niedawno z dalekiej podróży,
Świat mi się bardzo zmniejszył i stał się nieduży.
Gdy byłem małym chłopcem, nie znałem cierpienia.
Miałem serce spokojne i czyste marzenia.

Ale im bardziej rosłem i im dłużej żyłem,
Tym częściej byłem smutny, bardziej się martwiłem.
Dzisiaj wiem, jak się skończy ta gra nierozumna:
Smutek-większy od serca, świat-mniejszy niż trumna.

"Ostatni dzień"


Czemu wciąż tak dalecy a tak zasmuceni ?

Bo każde z nas ma w sercu ukryty zakątek,

Gdzie drzemią zwiędłe liście umarłych pamiątek,

Co kiedyś kwitły dla nas wieńcami zieleni.


Jak gdyby lata jeszcze nie stracony wątek,

W tych dniach ostatnich, ciepłych oto się rumieni

Owoc kaliny, kasztan zakwita w jesieni,

Jak gdyby zamiast zimy był wiosny początek.


Ale wiem, że nie przyjdą letnie noce znojne

I zgaśnie nasza miłość jak to niebo strojne.

Co rumieńcem zakwita w wieczornej godzinie.

I błękit się zmieni w milczącą świątynię,

I jak powiewny welon biała mgła owinie

Nasze wilgotne oczy i usta spokojne.


"Inwokacja"


Wystarczy tylko spać, a czas przemija.
Wystarczy tylko zamknąć oczy,

A już prześlizgnie się jak żmija

Lub wielkim czarnym skokiem skoczy.
Wystarczy tylko spać, a czas przemija.

Spać? Może marzyć? Czyż nie jest szlachetniej
Snem nazwać życie? W cichy wieczór letni,
Gdy blade gwiazdy błysną na błękicie,
Gdy powtórzone srebrem w morzu się rozpalą,
Rozmawiać ze wspomnieniem jak Tetyda z falą?

Czyż wytłumaczyć można kolorami
Związek uczuć i myśli, całą ich zawiłość,
Nieporadnymi czyż można słowami
Obudzić przeszłość, jak się budzi miłość?

Jeden ułamek senny i odprysk marzenia
Gdybyś zapragnął przeżyć razem ze mną do dna,
Musiałbyś wiedzieć wszystko, wszystko czuć to samo
I znać historię każdego westchnienia.

Wybierz dzień najpiękniejszy z minionej młodości,
Przez to wspomnienie przesącz powolutku
Melodię wiersza, aż na dnie czułości
Zostanie ci na sercu wonny osad smutku.

Nie. Potrzebne do tego są ćwierć, pół ćwierci słowa.
Czarne klawisze, których nie zna mowa.
Więc spać i marzyć. Zatrzasnąć jak wieko
Własny świat myśli i wyrzec się męki

Uczuć splątanych w nieporadne dźwięki,
Życia jak miasta słuchać, co szumi za rzeką.
Więc marzyć. Spać. A może jest jednak szlachetniej
Gniewnym słowem rozpaczy rzucać jak pociskiem

I być tą gwiazdą raczej, która w wieczór letni
Nie świeci, ale niebo przekreśla swym błyskiem.



Antoni Słonimski (1895- 1976) polski poeta pochodzenia żydowskiego, felietonista, dramatopisarz

Antoni Slonimski Polish writer.jpg


Julian Przyboś - Znów ufałaś - i wątpiłaś znowu (krakało spłoszone zamykanie ramp)

"Odjazd"

Znów ufałaś – i wątpiłaś znowu
(krakało spłoszone zamykanie ramp)
gdy pod konstrukcjami z żelaza i szkła
stał się pociąg, fakt,
który tonowymi uderzeniami kół poza rozpacz wykraczał.
Parowóz
wlókł długi i ciężki twój żal.
W płytkim świetle za wcześnie zapalonych lamp
świat jakby odziwaczał i stronił...
- Załamał się w rozbitych bezdźwięcznie łzach.
Kształt twój mglił się i wietrzał,
między nami rozsnuwała się dal.
I musnęło mnie, niknąc, pożegnanie twej dłoni
oddłoń powietrzna.

"Równanie serca"

Powietrze uduszono sztandarami.
Pod wszystkie triumfalne bramy
zbuntowani podkładają dynamit!
Kim jestem? Wygnańcem ptaków.
Stół pod moim piórem wezbrawszy do samych krawędzi
przebiera swą miarę,
jak czołg, gdy ma ruszyć do ataku.
Dom już dziś płonie we mnie jutrzejszym pożarem,
serce atakuje mię prędzej.
Szrapnel pęka ze słupów latarni:
lampy zapalono na ulicach jednocześnie.
Dzień mija w zbrojnej pieśni żołnierskiej, rzęzi.
Z rudej trawy zjeżyły żebra poległych darń.
Żywy idę miastem będącym, a już tylko byłym.
Kim jestem? Wygnańcem ptaków.
Ogrody – Nów jak cierń wschodzący z gałęzi –
Świat beze mnie się spełnia wolny i bezczuły
i tylko liści jesiennych opada na głowę laur.

...abym już nigdy nie ucichł.
Łagodny
każdą kieszeń obróciłbym w gniazdo dla jaskółek
odlatujących od ludzi.

"Jesień 42"
Nadciąga zagłada!
a ja kłonię gałąź jabłoni:
ukrywam się w podziwie...
Oto
trzymam w dłoni jabłko tak prawdziwie,
że władam,
rzeczy tknięte moim wzruszeniem przytaczają się słownie –
z każdym rokiem szybciej
planeta toczy mi się do rąk.
Wola mistrzostwa dojrzała we mnie o rok.
Każde moje zdanie ma składnię uczucia.
Gdy dzień – jak odroczenie na dzień wykonania wyroku,
tym owocniej wypełniam go życiem
do dna nocy.
Chwytam wasz strach, jak w potrzask, w błyskawiczny spokój.
Osobno – w walce spólnoty  biorę udział.
"Wieczór"
Te same gwiazdy wyszeptały wieczór jak zwierzenie.
Latarnie wyszły z ciemnych bram na ulicę i w powietrzu cicho stanęły.
Zmrok łagodnie przemienia przestrzenie
Ogrody opuściły swoje drzewa
szare domki znad rzeki - spłynęły.
W niskich brzegach śród olch płynie żal
Tylko horyzont uchyla nieba księżycem
i droga długo wiedzie we wspomnienie
i twoje dłonie sieją między nami dal.
Julian Przyboś (1901 - 1970) - polski, poeta , eseista, urodził się w rodzinie chłopskiej
Julian Przybos.jpg

niedziela, 25 października 2015

Tadeusz Gajcy - Odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.

"Wczorajszemu"

Ufałeś: na niebo jak na strunę miękko złożysz dłoń,
muzykę podasz ustom, utoczysz dotknięciem,
łukiem wiersza wysokie księżycowe tło
wprowadzisz w bezmiar dolin -
Modlitwę nocnych cieni rozwiesisz jak więcierz
na słodkich oczach dziewann i szumach topolich.

Ufałeś: trzepot ptaków rozsiejesz ziarnisty,
rozległą piersią ujmiesz horyzonty, w których świat
pływa mały jak z dzieciństwa okręcik.

Klechda z omszałych lat
- świty w klechdzie powiewały krwawe -
do snu kołysała dzieci.

Taką klechdą przełamał się dzień 
walczącej Warszawy. 

Wtedy -
rozwiodły się nad miastem ornamenty łun
na złotych kolcach wieżyc i bełkocie Wisły,
muzyka - lecz nie nieba - krążyła jak sen,
dziś wiesz:
to skowyt strzałów na brukach się wił,
otaczał, chodził wokół jak zbłąkany zwierz.

A tobie - dni wczorajsze w oczach nie ostygły,
ufałeś...
Księżyc sierpem zmrużone rzęsy kosił,
wśród krzyży zwijał świata purpurową nitkę;
żołnierze nieśli drżące, spokorniałe oczy
na sfruwającą powietrzem 
białą Nike.

Falował spokój w ciepłej darni,
kiedy młodzi plecami wsparci o wieczność
odchodzili w głębokie posłania.
Więc nakryły ich obłoki podobne kulistym mleczom
i wiatr, któremuś wierzył - składał pocałunki umarłym.

Nie wiedziałeś, że dłoń, którą uczyłeś śpiewać,
potrafi nienawidzić i pięścią grubieć pełną,
gniewu unosić żagiew -
Ufałeś. Nie ukoił twoich ust śpiew drzewa
i oczu blask nie zajął pod kopułą hełmu,
i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.

Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone
niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz -
odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną,
i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.

Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,
że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,
muzykę podasz ustom -

Dzisiaj -
w piaskach cmentarzy
powiędły echa strzałów,
wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,
jak lustro.

Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,
spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.
Nim ockniesz, się już serce zagubisz w obrazie
I dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.

Dzisiaj inaczej ziemię witać!
Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda
i wzejdzie w barwnych tęczach, obudzi się w mitach.

Nie tak.

Nazbyt duszno jest słowom na wargach
ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia -
Myślałeś: będzie prościej.
A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać,
by godziły jak oszczep.

"Oczyszczenie"

światłu temu schodzący w obraz
jestem drzewem czy ptakiem ślepym?
Błyskawicy srebrnej koronka
cień mój toczy wysmukłym niebem.
Więc ruchliwą twarzą zwrócony,
gdzie odległy już piorun stąpa
ręce moje jak dwa liście klonu
na ogniste kładę niebiosa.

Będę trwać tak pół-człowiek, pół-drzewo
na cierpliwej powietrza wadze.
Kiedy serce ułoży mnie siwe
w miejscu światła, gdzie lśniącą kładzie
kość jak cacko - Bóg z uśmiechem dziecka -
będę tylko już drzewem bezlistnym,
a zły ogień jak krucha owieczka
pójdzie dalej niewinny i czysty.

Jakąż wtedy otrzymam własność?
Zejdę niżej - a kamień i próchno
nowe niebo utworzą, by zasnąć.
Chłodne niebo i smutne. Gdy w górę
pójdę - obszar bez granic mnie wchłonie
i stanie nagle się światłość
mała jak okna płomień.
Chłodny płomień i smutny.

Będę trwać więc niebu na przekór
w obraz idąc wspomnieniem bosym:
dzwonił gromko na piaszczystym brzegu
w liściu chmury jak żołądź - kościół.
Gołąb z gipsu tam mieszkał nad lustrem
wody świętej, co spadając ostro
na me czoło i dziecięce usta
słowo małe uczyniła siostrą.



Tadeusz Gajcy (1922- 1944) polski poeta czasu wojny, żołnierz AK



Miron Białoszewski - Jesteśmy rozgwiazdami

'My rozgwiazdy'

To nie tylko
zgubione włosy.

Opuszczone miejsce
często boli.

Mnożymy się
ucięci tęsknotami.
- -
Jesteśmy rozgwiazdami.
- -
Nie odgrodzeni od niczego.
Rozgubieni.

"Karuzela z madonnami"

Wsiadajcie, madonny madonny
Do bryk sześciokonnych …ściokonnych!
Konie wiszą kopytami nad ziemią.
One w brykach na postoju już drzemią.
Każda bryka malowana w trzy ogniste farbki
I trzy są końskie maści: od sufitu od dębu od marchwi.
Drgnęły madonny I orszak konny Ruszył z kopyta.
Lata dokoła Gramofonowa Płyta. Taka płyta:
Migają w krąg anglezy grzyw I lambrekiny siodeł,
I gorejące wzory bryk Kwiecisto-laurkowe.
A w każdej bryce vis à vis Madonna i madonna
W nieodmienionej pozie tkwi Od dziecka odchylona
— białe konie — bryka — czarne konie —
bryka — rude konie — bryka Magnifikat!
A one w Leonardach min, W obrotach Rafaela,
W okrągłych ogniach, w klatkach lin,
W przedmieściach i niedzielach.
I w każdej bryce vis à vis Madonna i madonna.
 I nie wiadomo, która śpi, A która jest natchniona
 — szóstka koni — one — szóstka koni — one
— szóstka koni — one Zakręcone!
 I coraz wolniej karuzela Puszcza refren
 I peryfe rafa elickie madonny przed


Do NN*** 

nagle wycinasz się
z pomieszanych form ulicy
wypukłością nóg twarzy
zbliżasz się — pół mijam cię
 — pół jakże mi szkoda
tej zawsze jednej strony nie widzianej!
odchodzisz — pół ruch innych
kroi cię w coraz drobniejsze kawałki
nic mi z ciebie nie zostało nagle

Obroty rzeczy 1956

Wywód jestem’u 

jestem sobie
jestem głupi
co mam robić
a co mam robić
 jak nie wiedzieć
a co ja wiem
co ja jestem wiem
 że jestem taki jak jestem
może niegłupi
ale to może
tylko dlatego że wiem
 że każdy dla siebie jest najważniejszy
bo jak się na siebie nie godzi
 to i tak taki jest się jaki jest

Mylne wzruszenia 1961



 Miron Białoszewski (1922-1983) - polski poeta, prozaik, dramatopisarz i aktor teatralny

Miron Białoszewski, fot. Janusz Sobolewski / Forum


Image description





sobota, 24 października 2015

Jan Jakub Twardowski - i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę

Dziękuję

Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to że nie jest całym człowiek pojedynczy
a oczy nagle bliskie i bezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
i miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka
Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie
a wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome.

"Boże"

Boże którego nie widzę
a kiedyś zobaczę
przychodzę bezrobotny
przystaję w ogonku
i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę.


Jan Jakub Twardowski (1915-2006) - polski ksiądz rzymskokatolicki, poeta, przedstawiciel współczesnej liryki religijnej