piątek, 23 października 2015

Ernst Jandl - żeby bólem rozdzierany mógł powrócić w miejsce gdzie stał, zanim zrobił pierwszy fałszywy krok

"Koniec pieśni"

Kiedy umrę będziecie mieli mnie z głowy
kto musi niech roni łzy
kto chce może zacierać ręce
kto chce może wzruszyć ramionami
kto może nie musi robić żadnej miny
większość nawet tego nie zauważy
nikogo nie będę prześladował
nikomu nie będę się pojawiał
nigdy nie będę patrzył w puste lustra

"Życzenie"

my wszyscy życzymy każdemu wszystkiego dobrego
żeby o włos uniknął ciosu dobrze mierzonego
żeby, wprawdzie trafiony, widocznie nie krwawił;
żeby, już się wykrwawiając bólu nie czuł jeszcze
żeby, bólem rozdzierany mógł powrócić w miejsce, 
gdzie stal, zanim zrobił pierwszy fałszywy krok -
my każdy życzymy wszystkim wszystkiego dobrego.



Ernst Jandl (1925-2000) poeta austriacki

ernst_jandl-01-dlf-quad

Janusz Radwański - niejasny cel przed sobą, konkretny koszmar za sobą

Mt 2, 13-14

tę ucieczkę będzie powtarzał jeszcze wiele razy,
zmieniając tylko szczegóły, czasem śnić mu się będzie
rżenie koni i zgrzyt metalu, czasem szum silników
i gwizd powietrza w lotkach.

Najważniejsze będzie jednak zawsze takie samo -
niejasny cel przed sobą, konkretny koszmar za sobą,

Brak wody do wyprania pieluch i nocne zimno.
jeszcze o tym nie wie, ale właśnie ustanawia
najważniejszy sakrament - kołysanie dziecka tak,
by nie wiedziało, że ucieka.

Janusz Radwański - ur 1984, poeta dziennikarz, mieszka w Kolbuszowej Górnej

niedziela, 18 października 2015

Dagna Ślepowrońska - Nie jest hańbą ból i rozpacz, hańbą - ból zadawać

"Śmieje się kat"

Nie jest hańbą ulec sile, lecz siłą zdobywać,
Nie jest hańbą poniżenie, jest hańbą poniżać,
Nie jest hańbą ból i rozpacz, hańbą - ból zadawać,
Nie jest hańbą być pobitym, hańbą biczem smagać,
Śmieje się kat: lecz ci , co innym plują w twarz, nie wiedzą,
że plują pod wiatr

Dagna Ślepowrońska  - ur 1959 Warszawa, polska pisarka, poetka, dramaturg

Wisława Szymborska - W godzinie złej nie trzeba spadać z miny swej


    "Perspektywa"
    Minęli się jak obcy,
    bez gestu i słowa,
    ona w drodze do sklepu,
    on do samochodu.
     
    Może w popłochu
    albo roztargnieniu
    albo niepamiętaniu,
    że przez krótki czas
    kochali się na zawsze.
    Nie ma zresztą gwarancji,
    że to byli oni.
    Może z daleka tak,
    a z bliska wcale.
    Zobaczyłam ich z okna,
    a kto patrzy z góry,
    ten najłatwiej się myli.
    Ona zniknęła za szklanymi drzwiami,
    on siadł za kierownicą
    i szybko odjechał.
    Czyli nic się nie stało
    nawet jeśli stało.
    A ja, tylko przez moment
    pewna, co widziałam,
    próbuję teraz w przygodnym wierszyku
    wmawiać Wam, Czytelnikom,
    że to było smutne.

"Koloratura"

Stoi pod peruczka drzewa,
na wieczne rozsypanie śpiewa
zgłoski po włosku, po srebrzystym
i cienkim jak pajęcza wydzielina.

Człowieka przez wysokie C
kocha i zawsze kochać chce,
dla niego w gardle ma lusterka, 

trzykrotnie słówek ćwiartki
ćwierka i drobiąc grzanki do śmietanki
karmi baranki z filiżanki
filutka z filigranu.

Ale czy dobrze słysz? Biada!
Czarny się fagot do niej skrada.

Ciężka muzyka na kruczych brwiach porywa, łamie ją wpół ach -

Basso Profondo, zmiłuj się,
doremi mane thekel fares!

Chcesz, żeby zmilkła? Uwieść ja
w ziemne kulisy świata? W krainie
chronicznej chrypki? W Tartar kataru? 

Gdzie wiekuiste pochrząkiwanie?
Gdzie poruszają się pyszczki rybie dusz nieszczęśliwych? 

Tam?

O nie! O nie! W godzinie zlej
Nie trzeba spadać z miny swej!
Na włosie przesłyszanym w głos
tylko się chwilkę chwieje los,

tyle, by mogła oddech wziąć,

gdzie wraca w krysztal vox humana
i brzmi jak swiatlem zasial. 


"Autonomia"

W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje;
jedną siebie oddaje na pożarcie światu,
drugą sobą ucieka.
Rozpada się gwałtownie na zgubę i ratunek
na grzywnę i nagrodę, na co było i będzie.

W połowie ciała  strzykwy roztwiera się przepaść
o dwóch natychmiast sobie obcych brzegach.
Na jednym brzegu śmierć, na drugim życie.
Tu rozpacz, tam otucha.

Jeśli istnieje waga, szale się nie chwieją.
Jeśli jest sprawiedliwość, oto ona.
Umrzeć ile konieczne nie przebrawszy miary.
Odrosną ile trzeba z ocalonej reszty.

Potrafimy się dzielić, och prawda, my także.
Ale tylko na ciało i urwany szept. Na ciało i poezję.
Po jednej stronie gardło, śmiech po drugiej,
lekki szybko milknący.

Tu ciężkie serce, tam non omnis moriar, 
trzy tyko słówka jak trzy piórka wzlotu.


"Powroty"

Wrócił. Nic nie powiedział.
Było jednak jasne że spotkała go przykrość.
Położył się w ubraniu.
Schował głowę pod kocem.
Podkurczył kolana.
Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili.
Jest- ale tylko tyle ile w brzuchu matki
za siedmioma skórami w obronnej ciemności.

Jutro wygłosi odczyt o homeostazie
w kosmonautyce metagalaktycznej.
Na razie zwinął się, zasnął.

(z tomu "Wszelki wypadek)


"Miłość od pierwszego wejrzenia"

Oboje są przekonani, że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność, ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi się nigdy nie działo,
a co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać, czy nie pamiętają-
może w drzwiach obrotowych kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło, że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał, zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały, cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu, albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.

Kto wie ,czy już nie piłka w zaroślach dzieciństwa?
Były klamki i dzwonki, na których zawczasu kładł się dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.

Być może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie.



Wisława Szymborska (1923 Kórnik- 2012 Kraków) polska poetka , laureatka Nagrody Nobla 1996







Zbigniew Herbert - Tam twoje miejsce niech cię nikt nie budzi

"Czułość"

Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam
czułości do kamieni do ptaków i ludzi
powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka 
tam twoje miejsce niech cię nikt nie budzi

Psujesz wszystko zamieniasz na opak
streszczasz tragedię na romans kuchenny
idei lot wysokopienny
zmieniasz w stękanie eksklamacje szlochy

Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola
siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali
samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy
w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy

Zbigniew Herbert (1924 Lwów - 1998 Warszawa) poeta, eseista, dramaturg

Znalezione obrazy dla zapytania herbert zbigniew

sobota, 10 października 2015

Jan Kochanowski - Pieśń IX - Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Patrzaj teraz na lasy,
Jako prze zimne czasy
Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,
A śniegi pola wysoko przykryły.

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.

Nic wiecznego na świecie:
Radość się z troską plecie,
A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą,
Wtenczas masz ujźrzeć odmianę naprędszą.

Ale człowiek zhardzieje,
Gdy mu się dobrze dzieje;
Więc też, kiedy go Fortuna omyli,
Wnet głowę zwiesi i powagę zmyli.

Lecz na szczęście wszelakie
Serce ma być jednakie;
Bo z nas Fortuna w żywe oczy szydzi,
To da, to weźmie, jako się jej widzi.

Ty nie miej za stracone,
Co może być wrócone:
Siła Bóg może wywrócić w godzinie;
A kto mu kolwiek ufa, nie zaginie.

Jan Kochanowski (1530 -1584)





czwartek, 8 października 2015

K.I.Gałczyński - znam ja pewien kraj pod nazwą Farlandia, tam jest niebo śpiewające i palmy

"Farlandia"

Myśmy mieli się spotkać na moście,
by pomówić o naszej miłości,
pod tym klonem, koło budki z papierosami;

ale, jakem przewidywał oczywiście
most w powietrze wysadzili anarchiści,
no to gdzie się teraz spotkamy?

Wszędzie duszno i ciasno- lecz znam ja
pewien kraj pod nazwą Farlandia,
tam jest niebo śpiewające i palmy,

No, no, nie płacz, nie troskaj się, nie martw,
że tego mostu już nie ma -
my się jutro w Farlandii spotkamy.


"Prośba o wyspy szczęśliwe"

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz  i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy  gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością,

"Fatamorgana" z  Egzotyki nieprawdopodobne

Wszystkie smutki mijają,
smutki wszystkie oddalmy;
w dalekim, srebrnym kraju
rosną zielone palmy;

na szczytach palm papugi
jak gwiazdy zmienione w ptaki
śpią  - i papug sen długi
rytm palm kołysze jednaki  (..)

"Bal u Salomona"

(..)
Jeśli opóźniam jądro tematu, nie gniewaj się
Pozwól mi jeszcze włosy trochę w dzikim winie zawikłać,
moje bezradne ręce pozwól w przeszłości zanurzyć  jak w piosence
a małym refrenem "nie gniewaj się"
weź mnie na piersi swoje i nie wydaj światu.
Jeszcze przez chwilę bądźmy drzewem pochylonym,
wodą, słońcem, bezbolesnym początkiem tematu. (..)

XIX z Kroniki Olsztyńskiej

Jutro popłyniemy daleko, jeszcze dalej niż te obłoki,
pokłonimy się nowym brzegom, odkryjemy nowe zatoki.

Nowe ryby znajdziemy w jeziorach, nowe gwiazdy złowimy w niebie
popłyniemy daleko, daleko, jak najdalej, jak najdalej przed siebie.

Starym borom nowe damy imię, nowe ptaki znajdziemy i wody,
posłuchamy jak bije olbrzymie, zielone serce przyrody.


K.I Gałczyński (1905 Warszawa-1953 Warszawa)